Króciutkie słowo wstępu: Poniżej znajduje się fragment pamiętnika Joanny Brzóski, z czasów na kilka miesięcy przed Przebudzeniem. Od czasu do czasu będą się pojawiać podobne temu wpisy, dla urozmaicenia. W przeciwieństwie do pamiętnika dotyczącego wydarzeń kampanijnych, nie będą w porządku chronologicznym.
*
Nataniel patrzył na mnie i swojego stryja, jak na jakichś heretyków-świętokradców. No, w tym ostatnim miał rację, poniekąd. Ale czy to nasza wina, że częścią klucza była nóżka kielicha? Zresztą, sam nam pomógł wykraść go z gabloty! W ten sposób był współwinny. Rurka PCV, trochę złotej farby w sprayu i kilka kolorowych szkiełek idealnie zastąpiło wymontowany element. Paradoksalnie – kielich po tym zabiegu wyglądał na bogatszy niż oryginalnie. Jak tylko skończyliśmy „renowację”, Nataniel zabrał kielich z powrotem do Bazyliki. W sumie kielich i tak nie był już w codziennym użytku, więc nikt się nie powinien pokapować, że coś jest z nim nie w porządku.
Pan Braun skręcił części klucza razem, położył go płasko na dłoni, a ten obrócił się jak igła kompasu. Coraz mniej rzeczy mnie dziwi. Ci ludzie w garniakach, którzy chcieli nas zgarnąć z Bazyliki też mnie nie dziwią. Ktoś zamordował, żeby dostać ten klucz, więc pewnie dalej mu zależy na jego zdobyciu. Trzeba będzie na siebie uważać. Na szczęście pan Braun wydaje się być człowiekiem nie do zdarcia, pełny optymizmu staruszek. No i znów mam policjanta po swojej stronie. Dobra, za pierwszym razem to był ex-atek, ale przecież cały witz polega na tym, że warto mieć kogoś za sobą, kto ma broń i nie celuje z niej do ciebie.